To blog o moim mieście i świecie, który jest fajniejszy, szczęśliwszy, po prostu lepszy. Świecie z perspektywy biegacza.
RSS
poniedziałek, 23 lutego 2015

Elbląscy biegacze postanowili uczcić zbliżający się Dzień Kobiet, oczywiście w biegu. 8 marca w Bażantarni odbędzie się pierwszy koleżeński leśny półmaraton, który organizują wspólnie SKS ELaktywni, MKS „TRUSO” i Międzyszkolny Ośrodek Sportowy.

 

To nie są zawody, w których najważniejsze są medale i puchary. Liczy się przede wszystkim udział, propagowanie biegania wśród mieszkańców i pokonywanie własnych słabości. By wziąć udział w pierwszym koleżeńskim leśnym półmaratonie, trzeba mieć 18 lat, zapisać się na listę startujących (więcej informacji tutaj) i wpłacić wpisowe – 10 zł. Szczególnie mile widziane na starcie są panie, które będą mogły liczyć tego dnia na niespodziankę.

Ostatni koleżeński bieg – zimowy na Modrzewinie na dystanie 3 km – zgromadził na starcie ponad 30 osób. Teraz dystans jest siedem razy dłuższy, ale trasa o wiele przyjemniejsza. W tym roku mimo zimy można biegać niemal po wszystkich ścieżkach Bażantarni, nie ma zbyt wiele błota, podłoże jest miękkie, a widoki niezapomniane. Zapraszam do Bażantarni i to nie tylko 8 marca!

sobota, 07 lutego 2015

Będziecie w Elblągu 15 lutego? Nie zapomnijcie zapisać się do udziału w drugiej edycji Modrzewina Winter Run! To koleżeński bieg organizowany przez Stowarzyszenie Elaktywni, po uliczkach Modrzewiny, czyli nowej przemysłowej dzielnicy Elbląga. 

W ubiegłym roku na starcie stanęło ponad 40 osób, które zmagały się nie tylko z dystansem trzech kilometrów, ale także przejmującym zimnem i silnym wiatrem. W tym roku pogoda powinna być łaskawsza, więc mam nadzieję, że chętnych będzie jeszcze więcej. 

Trzy kilometry po górzystej Modrzewinie to dystans w sam raz na niedzielną rozgrzewkę, choć z ubiegłorocznego doświadczenia wiem, że byli i tacy, którzy zawody potraktowali niezmiernie serio, schodząc na kilometr grubo poniżej czterech minut. Na mecie na wszystkich bez wyjątku czekała gorąca herbata i trochę węglowodanów. I tak będzie również teraz.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do rejestracji po tym linkiem. Do zobaczenia!

Zdjęcie wykonane przez Elaktywnych.

19:04, rafalgruchalski
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 stycznia 2015

Używasz aplikacji Endomondo? Dołącz do najnowszej inicjatywy elbląskich biegaczy, czyli rywalizacji o to, kto przebiegnie więcej kilometrów podczas przygotowań do sezonu. W akcji "Elbląg biegnie do wiosny" bierze już udział prawie 50 osób, które przez dwa tygodnie od rozpoczęcia akcji przebiegły w sumie prawie 3,5 tysiąca kilometrów i spaliły prawie 300 tysięcy kalorii.

W rywalizacji prowadzi na razie Arkadiusz Podhorodecki, drugi jest Patryk Sanecki, a trzeci Piotr Sanecki, każdy z nich ma już na liczniku 200 kilometrów. Ja niestety na razie jestem na szarym końcu, bo moje zimowe bieganie dopiero się zaczęło, ale jestem dobrej myśli, że wiosna, jak mawiają piłkarze, będzie nasza. A nawet jeśli nie, to przecież chodzi o to, by zimę przepracować solidnie, bo to daje gwarancję udanych startów w sezonie. Do czego wszystkich Was namawiam, przekazując link do elbląskiej rywalizacji. Aby do wiosny!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Bażantarnia jest jednym z 10 najpiękniejszych miejsc do biegania w Polsce - ta wiadomość zelektryzowała środowisko biegaczy za sprawą artykułu na portalu biegologia.pl Autor Tomasz Peisert umieścił nasz piękny park na 10 miejscu, wśród tak znanych miejsc jak Półwysep Helski, poznańska Malta czy Park Śląski. Chwała mu, że napisał o tym, co my elblążanie wiemy od dawna, tylko jakoś nie umiemy naszego skarbu bardziej wypromować w kraju. 

Skąd  pan Tomasz o Bażantarni się dowiedział? Z autopsji. Po prostu często w Elblągu bywa, bo tutaj mieszka rodzina jego żony. Tak więc w tym przypadku rodzinne koligacje zostały wykorzystane w słusznej sprawie:)

Mam nadzieję, że ta publikacja będzie dobrym prognostykiem na przyszłość Bażantarni, która częściej powinna być wykorzystywana jako miejsce organizacji różnych zawodów sportowych, nie tylko biegowych, oraz miejsce integracji różnych grup i środowisk. A do Pana Tomasza apel: spotkajmy się na szlakach Bażantarni podczas wspólnego biegania!

Fot. Anna Dembińska/portEl.pl

 

20:15, rafalgruchalski
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 grudnia 2014

Ma na imię Frugo i - jak chyba prawie każdy pies - kocha biegać. Gdy go przygarnęliśmy, nic na to nie wskazywało. Krótkie łapy raczej nie czyniły z niego charta, ale okazało się, że ma charakter prawdziwego sportowca. 

Z treningu na trening szlakami Bażantarni coraz bardziej przecierałem oczy ze zdumienia. Najpierw 5, potem 10, 15 km na Frugo nie robiło żadnego wrażenia. Przy dystansie 20 km zacząłem się zastanawiać, czy mój pies nie jest kolejnym wcieleniem Emila Zatopka, słynnego czechosłowackiego biegacza lat 40 i 50. Wspólne bieganie okrasiliśmy w końcu rekordem 27 kilometrów, ale z miny Frugo można było wyczytać, że dałby radę i więcej. Uspokajam przy okazji obrońców zwierząt – pies kocha biegać, po drodze często pije wodę z rzeczki, a po każdej kilkukilometrowej pętli robimy małą przerwę.

Podobnie muszą się czuć psy, które mają okazję wziąć udział w akcji „Bieg na sześć łap”. Na co dzień mieszkają w klatkach w elbląskim schronisku, dzięki pomocy wolontariuszy mogą zasmakować wolności i tak jak Frugo pobiec szlakami Bażantarni. W ostatnią sobotę odbyła się trzecia edycja tej imprezy, partnerów do biegania znalazło prawie 30 czworonogów. Pięć z nich znalazło potem nowy dom.

Kolejna edycja Biegu na Sześć Łap już 10 stycznia. Serdecznie polecam, sam miałem okazję spróbować i jest to niezapomniane przeżycie. Więcej szczegółów znajdziecie na facebookowym profilu  akcji.

 

sobota, 06 grudnia 2014

Minął rok, od kiedy napisałem ostatni wpis na moim blogu. Biję się w piersi i obiecuję poprawę. Okazja jest wyśmienita - zbliżające się święta i nowy rok to zawsze czas różnych postanowień, więc ja postanawiam, że będę bardziej systematyczny i podobnie jak w przypadku biegania także w pisaniu bloga nie dam się pokonać leniowi, który się we mnie odzywa. 

Jak tu zresztą nie wrócić do pisania o bieganiu, skoro tyle się w Elblągu pod tym kątem dzieje! W ostatnim czasie pierwsze skrzypce grają zapaleńcy ze Stowarzyszenia Elaktywni, które promuje wśród elblążan zdrowy tryb życia. Dzisiaj zachęcili do biegania nawet świętego Mikołaja! 

O godz. 15 ponad 50 osób stawiło się w Bażantarni, by wziąć udział w I Mikołajkowym Biegu w Elblągu. Stawce jak zwykle przewodził niezmordowany Wojtek Bartnicki, który poprowadził barwny korowód ulicami Elbląga. Tempo było rekreacyjne, humory dopisywały, większość biegaczy miała na głowach mikołajowe czapki. Jeden z naszych kolegów - Mariusz - nawet utlenił swoją czarną długą brodę, by bardziej przypominać świętego Mikołaja. Jak sam zauważył, po trzech próbach, broda zamiast siwej wyszła beżowa, ale i tak dostojnie wyglądał w czerwonym kubraczku:)

Trasa nie był trudna, przebiegliśmy około 7 kilometrów od Bażantarni przez Marymoncką, Królewiecką, Fromborską, Ogólną, Dąbka, Piłsudskiego i ponownie do Bażantarni, gdzie na wszystkich czekało ognisko z kiełbaskami, gorąca herbata i kawa oraz krówki na podładowanie energii. 

A wcześniej na trasie zaskoczeni przechodnie nam machali, kierowcy radośnie trąbili (dołączył nawet motorniczy tramwaju), obojętni nie byli nawet policjanci, którzy na chwilę uruchomili koguta w swoim radiowozie:) 

Powtórka już za rok!

Fot. Anna Dembińska/portEl.pl

niedziela, 03 listopada 2013

Pierwszy raz w historii powstaje Leksykon Polskich Maratończyków, czyli spis biegaczy, którzy ukończyli przynajmniej jeden maraton. Zapisy były przyjmowane do 21 października na stronie internetowej, a cała akcja była opisywana na Facebooku.

Zauważyłem ten post w ostatniej chwili i rzutem na taśmę udało mi się zapisać. Dzięki temu znalazłem się w gronie ponad 5300 osób, które będą mogły o sobie przeczytać na kartach wielkiego liczącego ponad 800 stron tomiska. Leksykon ukaże się w druku przed świętami Bożego Narodzenia. Poza prezentacją biegaczy, ich zdjęciami, wynikami z poszczególnych biegów znajdą się w nim także informacje na temat historii polskiego maratonu i wszystkiego, co z nim związane: na temat ludzi, miejsc, rekordów, statystyk i medali. Pomysłodawcą i realizatorem całego przedsięwzięcia jest Fundacja Maraton Warszawski. Leksykon niestety do tanich nie będzie należał, ale co tam, będzie w sam raz na świąteczny prezent. Już nie mogę się doczekać!

środa, 16 października 2013

Gdyby ktoś mi powiedział wcześniej, że będę w sobotę skakał przez baloty słomy, przeszkody na parkurze i wdrapywał się pod wielką górę z pomocą liny, to bym go wyśmiał. Do dzisiaj zresztą nie mogę uwierzyć, że dałem się na namówić na start w Biegu Pod Bursztynową Komnatę w Pasłęku, który kojarzył mi się ze zwykłymi zawodami wokół miejscowego jeziora. Janek, z którym znamy się od lat wspomniał co prawda wcześniej, że na trasie będą przeszkody, ale myślałem, że się zgrywa

Sądząc po minach osób, które przybiegły na metę, nie tylko ja byłem zaskoczony trudnością trasy. Po pierwsze mieliśmy biec około 8 kilometrów, nasze zegarki pokazały 9,5 km. Po drugie, organizatorzy zadbali o to, byśmy się na trasie nie nudzili: na pierwszej pętli musieliśmy skakać przez przeszkody podobne do tych, które pokonują… jeźdźcy na koniach. Na dodatek na drugiej i trzeciej pętli wiele wysiłku trzeba było włożyć w pokonanie wysokiego na około metr balotu słomy, ale prawdziwą zmorą był podbieg (a raczej podejście) pod wielką górę prowadzącą do pasłęckiego zamku, w którym obecnie mieści się między innymi Urząd Miasta. Było stromo jak cholera, nic dziwnego, że od połowy wzniesienia na zawodników czekała lina, dzięki której można było się wdrapać na szczyt. Po dwóch takich podejściach nogi były jak z waty, pulsometr pracował jak oszalały, po raz pierwszy osiągnąłem maksymalne tętno podczas biegu. Ostatnie kilometry na szczęście były z górki, więc gdy już odzyskałem siły, mogłem spokojnie finiszować. Na mecie – 38. miejsce wśród 109 startujących, trzynasta lokata w swojej kategorii wiekowej!

Tak trudna trasa sprawiła, że finisz na polanie przy pasłęckim jeziorku smakował wybornie. Podobnie jak grochówka, której każdy z nas skosztował na mecie. Organizator – Uczniowski Klub Sportowy Gimpas - zadbał o medale i liczne nagrody, które rozlosowano na zakończenie. Jednego, czego nie udało się zrobić to… znaleźć Bursztynową Komnatę. Ale to już zadanie dla archeologów. Niektórzy uważają, że Bursztynową Komnata została ukryta właśnie w podziemiach pasłęckiego zamku, pod który z takim wysiłkiem dwa razy wbiegaliśmy.



środa, 02 października 2013

Awansem, miesiąc przed urodzinami, dostałem prezent - zegarek z pulsometrem! Cieszyłem się jak dziecko, do dzisiaj "banan" nie schodzi mi z twarzy. Od dłuższego czasu planowałem, że w końcu zacznę treningi z takim ustrojstwem, by wiedzieć, jakie są moje możliwości, kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić podczas biegania, jak trenować zakresy, by mieć lepszą kondycję i śrubować kolejne rekordy w zawodach. Marzenia, jak widać, się spełniają:)

Pulsometr firmy Sigma (a co tam, tutaj mogę reklamować) prezentuje się całkiem, całkiem. Mierzy puls, odległość, prędkość, kalorie, czas na kilometr, można go programować pod kątem poszczególnych treningów. Nie ma niestety w sobie GPS, więc nie pokazuje na mapie samej trasy, ale na tym akurat mi nie zależało. Nie ma też możliwości zrzucenia danych do komputera, ale to mi też nie przeszkadza. Dane pozyskuje dzięki specjalnemu nadajnikowi, który przypina się na pasku zakładanym na piersiach. Można też trenować bez mierzenia pulsu, korzystając ze specjalnego zaczepu na biodra.

Po wprowadzeniu wagi, daty urodzenia, płci, komputer pokładowy pokazał, że moje maksymalne tętno wynosi 187. Wynika z tego, że rozgrzewkę (trucht) powinienem prowadzić w tętnie do 120, I zakres (podstawowy trening) w tętnie do 140, II zakres (interwały), w tętnie do 149 i III zakres - w tętnie do 168. Cała oczywiście sztuka polega na tym, by się nie przetrenować, wzmocnić kondycję swojego organizmu.

Trochę to pewnie potrwa, zanim przyzwyczaję się do tego urządzenia, ale po pierwszym treningu jestem dobrej myśli. Najwięcej czasu zajęło mi nie tyle oswojenie się ze wskazaniami pulsometru, ale jego kalibracja, czyli sprawdzenie, czy prawidłowo odmierza odległość. Najlepiej robić to na sprawdzonej dobrze zmierzonej trasie, na przykład na stadionie. Mój chrzest bojowy przeszedłem na stadionie w miasteczku szkolnym przy Saperów, gdzie jedno okrążenie liczy 330 metrów, na moim pulsometrze wyszło 340, więc muszę go lekko przestawić (jest taka funkcja w menu).

Biegałem wieczorem, na bieżni była kilkanaście osób, które musiały się dziwić, że razem z nimi biega facet, który co chwila spogląda to na zegarek, to do książeczki, gdzie krok po kroku wytłumaczono, jak kalibrować takie urządzenie. Do tego, by działało poprawnie, wystarczyło sześć okrążeń, trzy truchtem, trzy bardzo szybkim tempem, gdzie tętno dobijało do III zakresu.

Tak oto stałem się niewolnikiem kolejnej nowinki technologicznej i jednocześnie gadżetu, który już to wiem, będzie mi towarzyszył na każdym treningu.

 

 

poniedziałek, 23 września 2013

- Organizacyjnie, sportowo i trasa rewelacja. Bardzo zmęczony, ale szczęśliwy dotarłem do mety – taką opinię półmaratonowi Bażant wystawił mój znajomy  z Olsztyna. Piotr w trzy tygodnie zaliczył trzy półmaratony. Dwa tygodnie wcześniej biegał w Iławie, w poprzednim tygodniu ukończył Bieg Jakubowy w Olsztynie, a teraz przyjechał do Elbląga, by zmierzyć się z górami i dolinami w Bażantarni. Podpisuję się pod jego opinią obiema rękami: w Bażancie wystartowało ponad 180 osób, w tym ponad 50 osób spoza naszego miasta, głównie z Trójmiasta i innych miast województwa pomorskiego, ale nie zabrakło też olsztynian czy zawodników z Piaseczna. Z kimkolwiek nie rozmawiałem, każdy chwalił przepiękną trasę, narzekał - trochę żartem, trochę serio - na 700-metrowy katorżniczy podbieg, który trzeba było pokonać trzy razy, i nie mógł się nadziwić, że na tych zawodach panuje niemal rodzinna atmosfera.

W tych przepięknych okolicznościach przyrody (jak widać na zdjęciu Michała Kuny), niepowtarzalnych, najlepiej z górami w Bażantarni radził sobie Robert Sadowski ze Sztumu, który po godzinie i 16 minutach jako pierwszy zameldował się na mecie. Wśród kobiet triumfowała Dorota Pawłowska z Kurzętnika. Najlepsi elblążanie zajęli odpowiednio: Adam Serocki – siódme miejsce, Aleksandra Peisert – drugie wśród kobiet.

Bardzo ciekawym pomysłem było dopuszczenie do startu sztafet. Zgłosiło się siedem trzyosobowych zespołów, w tym poza konkursem biegacze Truso Elbląg, którzy dotarli na metę jako najszybsza sztafeta, ale dopiero sześć minut pod zwycięzcy w klasyfikacji indywidualnej.

Ja z trasy półmaratonu, oprócz piekielnej góry, którą przecież biegam od lat (ale co innego trening, a co innego adrenalina na zawodach), zapamiętam przede wszystkim sympatycznych wolontariuszy, którzy nie tylko pokazywali drogę, ale też gorąco nas dopingowali. I pana około sześćdziesiątki, który dostojnie, powoli, ale systematycznie pokonywał kolejne metry, by na mecie otrzymać owację od wszystkich zgromadzonych na dużej polanie.

Pogoń za Bażantem okazała się wielkim sukcesem organizacyjnym, co widać po komentarzach na stronie MOS (nie ma ani jednego negatywnego, co w internecie jest jak cud). Pozostaje tylko dodać: tak trzymać! I za rok zaprosić do Elbląga jeszcze więcej biegaczy z całego kraju, bo takiego półmaratonu to w Polsce ze świecą szukać.

Tutaj znajdziecie wyniki Bażanta.

A tutaj zdjęcia Michała Kuny, który jak zwykle był latającym reportem.

22:03, rafalgruchalski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
Www.bieganie.pl
Www.polskabiega.pl
Www.polskiemaratony.pl
Tagi